
James wwiercał się w nią wzrokiem. Jego duże oczy rozszerzyły się w zdumieniu i zachwycie. Jak on mógł wcześniej nie dostrzegać tej pięknej istoty? Wodził wzrokiem po miękkich wargach, drżących i lekko zagryzionych z niepokoju. Głaskał wzrokiem gładkie, śniade policzki, dotykał w wyobraźni linie w pobliżu ucha. Aż w końcu zatopił się w orzechowych, ciepłych, wręcz gorących jak kawa oczach. I został tam na chwilę, która dla niego zdawała się wiecznością.




