
www.sxc.hu
Cześć druga i trzecia
Zima w tramwaju o 6 rano nie należy do najprzyjemniejszych zjawisk, jakich można doznawać w naszym pięknym kraju. Ludzie ciasno stłoczeni, jak puszki w kartonie. Okutani w grube kurtki lub płaszcze spływające do kolan, przyozdobieni zawiązanymi pod szyjami szalikami z gryzącej wełny. A na głowie czapki, nieustannie niszczące najbardziej misterne fryzury, spod których nieśmiało wychylają się czerwonawe kawałki uszu. A jak jeszcze trafi się sfrustrowany motorniczy, to zupełnie przechlapane. Dosłownie i w przenośni. Rzuca, szarpie, ręce czasem przymarzają do rur, gdy zapomni się rękawiczek, a okna, zakryte warstwą szronu, ledwie przepuszczają światło. Jednym słowem – dramat. I mnóstwo błotnistego brudu na butach.