Dziewczyna z tramwaju część pierwsza (1/3)

Jan
dodajdo
www.sxc.hu

www.sxc.hu

Cześć druga i trzecia

Zima w tramwaju o 6 rano nie należy do najprzyjemniejszych zjawisk, jakich można doznawać w naszym pięknym kraju. Ludzie ciasno stłoczeni, jak puszki w kartonie. Okutani w grube kurtki lub płaszcze spływające do kolan, przyozdobieni zawiązanymi pod szyjami szalikami z gryzącej wełny. A na głowie czapki, nieustannie niszczące najbardziej misterne fryzury, spod których nieśmiało wychylają się czerwonawe kawałki uszu. A jak jeszcze trafi się sfrustrowany motorniczy, to zupełnie przechlapane. Dosłownie i w przenośni. Rzuca, szarpie, ręce czasem przymarzają do rur, gdy zapomni się rękawiczek, a okna, zakryte warstwą szronu, ledwie przepuszczają światło. Jednym słowem – dramat. I mnóstwo błotnistego brudu na butach.


I tak pogrążony w zimnych i mokrych refleksjach na temat natury tramwajowych, zimowych podróży, jechałem na zajęcia. Życie studenta w Krakowie ma swoje plusy i minusy. Plusem zdecydowanie są setki ludzi, imprezy do bladego świtu, rozmowy przy świecach… Muzyka przepływająca gorącym strumieniem przez żyły i tętnice podczas tanecznych szaleństw w jednym z setek klubów. A przede wszystkim – prześliczne, roztańczone dziewczyny. Jak to powiedział mój przyjaciel kiedyś – tutaj można się zakochać co trzy metry. Wciąż jeszcze zamroczony snem, ślizgałem się wzrokiem po współtowarzyszach porannego cierpienia. Tu staruszek siedział i trząsł się cały z zimna, trzymając na kolanach smutnego kundla. Tam otyła kobieta w czerwonej, puchowej kurtce jadła grubą kanapkę z jakimś mięsem. Grupa trzech chłopaków śmierdzących papierosami gadała, przeklinała i śmiała się, jak wieloczłonowa istota, jak jakaś większa całość będąca wynikiem połączenia trzech mniejszych, podobnych umysłów. Ludzie. Nabierałem coraz większej goryczy i zwątpienia, przesuwając spojrzeniem w poszukiwaniu piękna, kogoś, na kim mógłbym zawiesić oko. Tym bardziej, że zajęcia “historia filozofii” zazwyczaj nie owocowały w jakieś interesujące wydarzenia. Poza tym pierwszy rok… kto by się tam uczył na pierwszym roku. Ludzie i imprezy są przecież o tyle ciekawsze. I o ile więcej się człowiek uczy…

Nagle tramwajem mocno szarpnęło. Zewsząd rozległy się krzyki, protesty i narzekania. Kundelek zleciał z suchych kolan staruszka, gruba kanapka kobiety spadła na ziemię, plaster szynki pokrył się warstwą soli i odrobiną błota. Kundel miał uciechę. Chłopaki chwycili się mocno za rurki i zarechotali jednogłośnie. A na mnie wpadła najpiękniejsza dziewczyna, jaką w życiu spotkałem.
Zawinęło nią, szarpnęło, straciła równowagę i zatoczyła się wprost na moje puste kolana. Cóż za wspaniały zbieg okoliczności. Najpierw otulił mnie lekką mgiełką zapach jej perfum. Słodkie, z nutką cytrusowej świeżości i korzennym aromatem serca. Mógłbym wąchać ten zapach bez opamiętania. Jej pupa była jędrna i ciepła przez materiał cienkich jeansów. Dłonie, w rękawiczkach koloru więdnących, czerwonych róż, odepchnęły się ode mnie i postawiły ją na nogi. Smukła kibić otulona białą kurteczką. Wełniana czapka z pomponami, koloru rękawiczek i taki sam szalik. Szczegóły, które dostrzega się w mgnieniu oka. Obróciła się w moją stronę. I nie mogę pozbyć się widoku jej twarzy, namalowanego na wewnętrznej stronie powiek.
Kruczoczarne, lekko pofalowane włosy spływały miękką kaskadą na ramiona. Odcinały się wyraźnie od śnieżnobiałej kurtki. Oczy miała zagniewane, a jednocześnie przepraszające, niesamowitej barwy. Jak rzadkie klejnoty, szmaragdowo – chabrowe, z ognikami tańczącymi gdzieś w głębi. Nosek prosty i wąski, arystokratyczny, smukły. Lśniące, równe białe ząbki, słodkie jak małe kostki cukru pokryte malinowym musem czerwonych warg. Wargi… ach te wargi. Żywe, miękkie, obiecujące tyle. Pobudzające. Zmysłowe. Rozkoszne. Policzki płonęły rumieńcem. Widziałem jak szyja nabrzmiewa jej i tętni ze zdenerwowania i zakłopotania. Była taka żywa, taka piękna, taka gorąca w ten paskudny dzień.
- Przepraszam… – niemal wypluła to słowo i uciekła do wyjścia. Nim zdążyłem wstać, przecisnąć się przez tłum i gonić ją w totalnie spontanicznym odruchu, tramwaj ruszył. Widziałem tylko białą plamę jej postaci, niknącą szybko, rozmazaną przez oszronione okno.
Poczułem się paskudnie. Zupełnie jakby ktoś magicznym sposobem przeniósł kawałek raju do naszego kraju, a potem od razu zabrał, nim człowiek choćby spróbował się ucieszyć i pozachwycać. Jakby ktoś zapalił światło, a potem wykręcił żarówkę i wyrzucił przez okno, pozostawiając mnie znowu w zimnie i mroku.
Śpiący i rozgoryczony, a jednocześnie zachwycony spontanicznym wydarzeniem, dotarłem na zajęcia. Całe przesiedziałem, jednym uchem słuchając monotonnego głosu wykładowcy. W pamięci wciąż obracałem wspomnienie jej twarzy, ciepło jej zgrabnego tyłeczka, zapach otulających mnie perfum. Po zajęciach, ciągnących się niemiłosiernie długo, poszliśmy z grupą przyjaciół do knajpki. Papierosy, kawa, potem piwo i drinki… Robiło się cieplej i weselej, zapomniałem niemal o tym, jak na zewnątrz jest okropnie. W końcu postanowiliśmy poszaleć i potańczyć, poznać jakieś nowe wesołe istoty.
W klubie, niczym niewidzialny wąż, zaatakowała mnie muzyka. W zimie szczególnie mocno to się odczuwa – gdy zrzuci się z siebie kolejne warstwy ubrania, zdejmie czapkę, szalik, rękawiczki i płaszcz, by w końcu zacząć się ruszać… Wtedy muzyka jakoś gładko wślizguje się w duszę, oplata każdy nerw i mięsień, a człowiek pląsa i uśmiecha się od ucha do ucha, pogrążony w muzycznym transie. Czasem zamykam oczy i pozwalam się kompletnie opętać.
Tak samo było i tym razem. Jednak gdy wreszcie uchyliłem powieki, widok, który się przez nie wdarł,  zupełnie mnie zaskoczył. Myślałem, że śnię. Bo tuż przede mną tańczyła moja piękna nieznajoma z tramwaju… Uśmiechała się subtelnie i mrużyła oczy, patrząc prosto na mnie. A ja miałem nadzieję, że niczego nie popsuję…

Ciąg dalszy w następny poniedziałek :)

Tagi: , , ,

2 odpowiedzi do “Dziewczyna z tramwaju część pierwsza (1/3)”

  1. tygrysica mówi:

    a gdzie tu choćby erotyka?!

  2. Jan mówi:

    bez obaw tygrysico- opowiadanie ma trzy części, w ostatniej wiele się będzie działo… ;)

Dodaj odpowiedź