
No właśnie. Pozornie dwie zupełnie różne sprawy, a jednak coś je łączy
Jak się okazało w wyniku wnikliwych naukowych badań, im większa różnica pomiędzy naszym układem odpornościowym a układem partnerki, tym bardziej wydajemy się sobie nawzajem atrakcyjni.
Przełomowego odkrycia dokonał profesor Hatt i jego sześćdziesięcioosobowy zespół naukowców z uniwersytetu w Bochum. Ten 62-letni niemiecki uczony jest jednym z największych na świecie ekspertów od zmysłu powonienia. Wg niego, “żaden inny zmysł nie może aż tak bezpośrednio wpływać na produkcję hormonów w naszym organizmie, a więc też na nasze zachowanie”.
Zapachy dyktują nam pewne zachowania, którym trudno się oprzeć. Szwajcarscy naukowcy dawali kobietom do powąchania męskie podkoszulki noszone przez kilka dni. Im bardziej bardziej system odpornościowy właściciela przepoconego podkoszulka różnił się od ich własnego układu, tym bardziej taki mężczyzna wydawał się im pociągający. Stąd wypływa wniosek, że nos służy kobietom do znalezienia w celach reprodukcyjnych mężczyzn, których profil genetyczny możliwie najbardziej różni się od ich własnego zestawu genów.
Okazało się, że kobiety instynktownie poszukują intensywnych męskich zapachów. Aby to udowodnić, niektóre z siedzeń w poczekalni spryskano androstenonem, substancją obecną w męskim pocie. Kobiety wchodzące do poczekalni instynktownie zajmowały te “sekretnie” wyperfumowane miejsca. I to niezależnie od tego, czy było najwygodniejsze lub najlepiej usytuowane. Naukowcy powtórzyli eksperyment w teatrze, szkole, w budkach telefonicznych stojących rzędem obok siebie – z identycznym skutkiem.
Jaki z tego wszystkiego konkluzja? – Kobiety mają kolejny argument przy dawaniu kosza – “Mam nosa, ten układ mi nie odpowiada”
źródło: “Forum” nr 37 (14.09 -20.09 2009)




