
wspólne rytuały budują nową jakość w związku
Mówi się, że rutyna w związku, czy też rutyna w łóżku prowadzi prosto do nudy i rozkładu pożycia. Jest cała masa par, których życie intymne wygląda jak sinusoida: jest dobrze (relacje w związku stabilne,seks jest fajny i w odpowiedniej ilości) – potem wszystko leci w dół na łeb na szyję (ktoś się obraził, kogoś boli głowa, komuś się nie chce) – na końcu jedno z dwojga albo oboje nagle reflektują się, że oto w ich życiu nuda i rutyna zagościły na dobre (nie ma namiętności, jest małżeński obowiązek) i… nagle nastają próby naprawienia tego. On kupuje jej kwiaty, ona sprawia sobie seksowną bieliznę. Zdarza się ta jedna noc pełna szalonych zrywów, spontaniczności, gadżetów i uniesień. A co po tej nocy? No cóż, sinusoida.
To, co opisałam to rutyna w moim postrzeganiu. Oczywiście objawiać się ona może bardzo różnie. Może być to funkcjonowanie jako trybik w systemie dom-praca-dom, w którym pod pojęciem “dom” kryje się kuchnia (gotowanie), łazienka (sprzątanie) i sypialnia (spanie i tylko spanie). Może to być też rutyna w sercu, czyli to, że myślimy o swoim parterze jako o osobie, która po prostu jest obok, zawsze, kiedy tego potrzebujemy, a nie że jest to osobny byt, który jest po pierwsze fajnym człowiekiem i należy z tego korzystać, a po drugie – że ma swoje potrzeby i chce je spełniać z nami.
Jakkolwiek widzicie rutynę, zazwyczaj kojarzy się ona nam negatywnie. Postanowiłam więc wymyślić jej pozytywny zamiennik – dla wszystkich, którzy chcą sprawić, by zamieniła się ona w coś fajnego. Wystarczy zamiast “rutyna” pomyśleć “rytuał” i zrobić kilka dodatkowych rzeczy;)
Co rutyna i rytuał mają ze sobą wspólnego? Przede wszystkim odniesienie do czasu – pewną cykliczność zaklętą w każdym z tych słów. I na tym się oprzemy. Zamiast “rutynowego” seksu w weekend, możecie mieć przecież weekendowy rytuał, który kojarzy się już zupełnie inaczej. Nikt nikomu w końcu nie każe zmieniać całego życia, żeby mieć więcej czasu na pobyt w sypialni, ja bym chciała tylko zachęcić do tego, żeby to wydarzenie, nawet jeśli zdarza się rzadko – było takie jak powinno – wyjątkowe.
Jak najłatwiej to zrobić? Zmienić swoje podejście. Jeżeli w tygodniu oboje jesteście zapracowani i nie macie chwili wytchnienia zróbcie małe postanowienia – np. raz w tygodniu zrobię coś dla mojego partnera, masaż, kolację, wypożyczenie filmu na wieczór. Cokolwiek, co sprawi mu/jej przyjemność. To w tygodniu, natomiast weekend powinien stać się Waszym prywatnym świętem. Umówcie się, że jeden z dwóch wolnych dni będziecie poświęcać tylko sobie (jeśli macie dziecko – wygospodarujcie chociaż kilka godzin wieczorem). Ustalcie grafik niespodzianek. Na zmianę, co sobotę czy co niedzielę, szykujcie coś specjalnego dla swojej lepszej połówki. Raz może to być domowa sesja tanga, wspólne wyjście do sex-shopu albo restauracji, innym razem prezentacja nowej seksownej bielizny. Porad szukajcie na Kokieterii:)
Najważniejsze jest to, że każde z Was w codziennej gonitwie będzie miało powód, aby pomyśleć o tej drugiej osobie – zastanowić się, jak sprawić jej przyjemność, jak uszczęśliwić Was jako parę. Ta druga osoba z kolei przez cały tydzień będzie mogła radośnie domyślać się, jakie to pomysły zrealizuje partner.
Dzięki temu trudno będzie popaść w rutynę – no chyba, że w rutynę romantycznych spotkań, a to przecież nic złego:) Wtedy właśnie “rutyna” zamieni się w “rytuał”. Pamiętajcie, że rytuały trzeba pielęgnować i angażować się w nie jak najmocniej, wtedy są one efektywne. Pamiętajcie też, ze w całej tej idei nie chodzi o prześciganie się w pomysły – czasem wystarczy butelka wina i to, co najważniejsze – CZAS. Czas, który poświęcamy tylko tej jednej osobie. Czas na rozmowę nie na temat dzieci i pracy, ale o Was.
Oczywiście rytuały nie pomogą żadnemu związkowi, który ma inne problemy niż brak czasu, czy brak zainteresowania. Jeśli macie poważniejsze rozterki – porozmawiajcie, rozwiążcie je, a rytuały potraktujcie jako dobrą drogę do odbudowania relacji.