
Poruszał się zwinnie jak tygrys. Mocno i cicho, z dostojną gracją urodzonego drapieżcy. Zatrzymał się tuż przed nią. Dzieliło ich tylko kilkadziesiąt centymetrów wibrującego od napięcia i podniecenia powietrza. James, zauroczony, chłonął postać tajemniczej nieznajomej całym sobą. Czuł, jak misterne nitki pożądania oplatają jego myśli i wprawiają w delikatne drżenie całą skórę.
-Hihihi… a kim Ty jesteś zwierzaczku? – gdy James usłyszał jej głos, czar prysł. To “niesprawiedliwe” – pomyślał w głębi ducha. “Jak taki anioł wcielony może mieć taki głosik? Piskliwy, wiedźmowaty, skrzeczący, jak gwóźdź zgrzytliwie ocierający się o wnętrze metalowej puszki. “I do tego nazwała mnie zwierzaczkiem”.
Skulił się, przygarbił, wypuścił wciągnięte nieświadomie powietrze. Cała sytuacja z magicznej stała się wyjątkowo niezręczna. James wiedział, że jakakolwiek by się nie okazała tajemnicza nieznajoma, niech by była najcudowniejszą kochanką, powierniczką i przyjaciółką to… tego głosu nie mógłby znieść dłużej niż kilka chwil. A i to z trudem… Bąknął coś pod nosem, o zagubieniu się i oszałamiającym zapachu perfum. Upadła anielica pochyliła się nad jego uchem i wyskrzeczała:
-O czym myślisz, zwierzaczku…? - James był przerażony. Wraz ze słodkim zapachem drogich pachnideł doleciał go ostry i słodkawy odór alkoholu. Anielica jeszcze bardziej straciła w jego oczach. Odsunął się od niej i rzekł dyplomatycznie:
-Niestety pilne obowiązki wzywają mnie natychmiast do firmy… Pani wybaczy. – Obrócił się na pięcie i najzwyczajniej w świecie uciekł. Zawód był przepotworny. Mijał gości jak w malignie, przepraszając potrącone osobistości, kierował się w stronę wyjścia. Miał na ten dzień dosyć rozmów, kobiet, planów, nitek relacji plączących się w zawiłe węzły. Machnął na to wszystko ręką. Odnalazł swoje auto, wsiadł do środka i westchnął z ulgą.
-Dokąd jedziemy, proszę pana?
-Do domu. Prosto do domu…
W swojej nadmorskiej willi nalał sobie do oszronionej szklanki solidną porcję whisky i wrzucił kilka kostek lodu. Usiadł u siebie w pokoju, na wielkim łóżku i wreszcie się odprężył. “Cały ten wieczór to jedna wielka porażka” pomyślał. Rozognione myśli gęstniały i zwalniały swój bieg, w miarę tego, jak mieszały się z alkoholem. W końcu odprężył się całkowicie i zasnął, w ubraniu.
Tymczasem pokojówka Suzan obserwowała go przez szczelinę drzwi. James zawsze jej się podobał – przystojny, bogaty, miły… Nie mogła patrzeć mu w oczy z czystego onieśmielenia. Jako biedna córka kubańskich imigrantów, bardzo starała się utrzymać pracę. Pieniądze pomagały rodzicom i małemu braciszkowi. Jednocześnie surowe wychowanie, jakie otrzymała od rodziców, nie pozwalało jej spokojnie patrzeć na mężczyznę śpiącego w brudnych butach w łóżku. Nawet, jeśli to było jego łóżko.
Podeszła ze zdecydowaniem i przekonaniem o słuszności swojej misji do leżącego Jamesa. Ściągnęła najpierw jednego buta. Przy drugim poczuła na ręce mocny uścisk męskiej dłoni na swoim delikatnym nadgarstku. Spłoszona, uniosła oczy i napotkała patrzące prosto na nią silne spojrzenie Jamesa…
Finał już za tydzień
Tagi: erotyka, milioner, opowiadanie, pokojówka, sek, zakochany