
O tym, że złota opalenizna jest sexy, nie trzeba nikogo przekonywać. Tylko czy aby na pewno opalanie się jest zdrowe? Spróbowałam dowiedzieć się, jak osiągnąć piękną i zdrową opaleniznę.
Zdecydowanie kochamy się opalać. Latem na plaży, zimą w solarium, wszystko po to, aby przez cały rok cieszyć się złotą opalenizną. Tylko czy skóra, nieustannie wystawiona na promieniowanie słoneczne, bądź też UV, jest całkowicie bezpieczna? Jedni mówią, że solarium jest mniej szkodliwe od słońca, inni – że to zabójstwo dla skóry. Jak jest naprawdę? Postanowiłam to sprawdzić.
“Słońce pomaga w leczeniu wielu chorób: depresji, bulimii, krzywicy, również nowotworów piersi, czy prostaty, ale promieniowanie UV może również powodować poważne oparzenia oraz przyczyniać się do rozwoju nowotworów skóry. Opalajmy się więc z umiarem, a przede wszystkim rozsądnie” – mówi dr Agata Kusiba-Charaziak z Przychodni Specjalistycznej A-Derm-Serwis w Częstochowie.
Aby uniknąć oparzeń i innych powikłań towarzyszących opalaniu, np. nowotworów skóry, należy ją chronić zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz. Dobrze jest więc w okresie letnim przyjmować doustne preparaty, chroniące skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV, można je stosować nawet przez cały rok. Należy bowiem pamiętać, że promienie słoneczne UV-A i UV-B docierają na powierzchnię ziemi także jesienią i zimą. Szczególnie w okresie zimowym narażeni jesteśmy na wzmożoną ekspozycję słońca. Jego promienie doskonale odbijają się bowiem od śniegu, wywołując opaleniznę. (źródło: erodzina.com)
Czy więc pojęcie “zdrowa opalenizna” jest słuszne?
Zdaniem dermatologów – nie, i jeszcze raz nie! Ciemne zabarwienie skóry wystawionej na promieniowanie słoneczne nie jest niczym innym, jak wynikiem działania mechanizmów obronnych tejże skóry, chroniących ją przed promieniowaniem. Nauka zdążyła także dawno obalić mity o konieczności ekspozycji na słońce w celu syntezy witaminy D3 i udowodniła, że w zupełności wystarczy kilkunastominutowy spacer, nawet w pochmurny dzień. Najniebezpieczniej jest w czerwcu i w lipcu, szczególnie, jeśli przebywamy w pobliżu piasku, wody lub śniegu, które intensyfikują działanie promieni słonecznych. Przed oparzeniami nie chroni przebywanie w wodzie: promienie ultrafioletowe przenikają do kilkunastu metrów pod jej powierzchnię. Także w górach należy uważać na słońce. Im wyżej nad poziomem morza, tym więcej promieniowania przenika do skóry i tym łatwiej o oparzenia. Osobnym problemem jest nasilająca się tendencja, widoczna wśród mieszkanców krajów północnych, do spędzania letniego urlopu na południu, gdzie ekspozycja na silne promienowanie słoneczne jest znacznie większa. W efekcie w Europie Północnej liczba zachorowań na czerniaka wzrasta rocznie o około 6 proc., a w Stanach Zjednoczonych rak skóry stał się najczęściej występującym nowotworem wśród ludności białej. (źródło: rynekzdrowia.pl)

Czy to znaczy, że powinniśmy zapomnieć o opaleniźnie? Ależ skąd!
Doskonałą, zdrową alternatywą solarium, czy wylegiwania się na plaży jest sztuczna opalenizna – samoopalacz albo bardziej nowoczesny airbrush. Z samoopalaczami na pewno niejedna z nas się zetknęła, ale co to jest airbrush? Zabieg Sun Spa (zwany również Air Brush) to tzw. opalanie natryskowe. Jest bezpieczne i bardzo wygodne – trwa tylko kilka minut. Mogą go stosować zarówno kobiety w ciąży, jak i osoby o bardzo jasnej karnacji. Nie powoduje powstawania przebarwień. Kosmetyczka za pomocą specjalnego urządzenia natryskowego, wyglądem przypominającego pistolet, rozpyla na ciele klienta lekką mgiełkę preparatu opalającego. Już po kilku minutach w pierwszej fazie skóra przybiera ciemnobrązowy odcień. Potem „dochodzi” do właściwego koloru po ok. 8 godzinach. „Opalenizna z pistoletu” utrzymuje się na skórze od 5 do 8 dni. Zabieg na całe ciało kosztuje 130 zł. (żródło: kobieta.pl)
Jednak prawdziwą rewolucję w opalaniu szykują nam Amerykańscy naukowcy. Ciemniejszy odcień skóry ma zapewnić specjalny krem, który jednocześnie będzie chronił przed nowotworami – pisze „The New York Times”. Pomysł niby nie wydaje się odkrywczy, bo już teraz na kosmetycznym rynku jest przynajmniej kilkadziesiąt specyfików, które nadają skórze mniej lub bardziej piękny odcień przypominający opaleniznę. Są też zabiegi polegające na spryskiwaniu skóry specjalną substancją, barwiącą ją na przypominający opaleniznę kolor (airbrush). Pomysł naukowców z Bostonu nie polega jednak na opracowaniu nowej wersji barwiącego kremu. Ich specyfik ma za zadanie pobudzać komórki skóry do wytwarzania melaniny – ciemnego pigmentu, który nadaje kolor i chroni skórę przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym. (źródło: fit.pl)
Choć specyfik jest jeszcze w fazie testowania, jego perspektywa na pewno ucieszy nie jednego amatora opalania




