
zmysłowe służby specjalne
Część pierwsza
Podeszła zmysłowym wolnym krokiem, kusząc każdym stąpnięciem zgrabnej stopy. Jej piersi falowały od głębokiego oddechu, a twarz stawała się coraz bardziej czytelna w kiepskim świetle celi. W końcu stanęła bardzo blisko mnie, ledwie kilka centymetrów. Dzieliła nas tylko odległość krat. Mógłbym jej w tym momencie dotknąć, jeśli bym chciał. A bardzo chciałem.
Na zewnątrz, za zakratowanym okienkiem celi zawył jakiś pies, a wraz z dźwiękiem wdarł się do pomieszczenia lekki powiew świeżego powietrza, które tylko pobudziło moje zmysły. Wiatr poruszył niewidzialną dłonią pukle jej włosów. Zobaczyłem twarz w całej okazałości. Zielone oczy, koloru szmaragdów, czarne jak węgiel źrenice i śmietanowa biel, cudownie uzupełniająca się z jasnością równych zębów. Kształtny nos, wąski i delikatny, wysokie kości policzkowe… podkreślone delikatnie, jaśniały jakby wewnętrznym blaskiem. Była tak olśniewająco piękna, że aż bolało gdzieś w środku. „Odwróć się” – wyszeptała z naciskiem. Byłem oszołomiony jej zapachem, widokiem lekko rozchylonych, pełnych ust, niemalże czułem ciepło emanujące z jej ciała. Spełniłem jej rozkaz.
„Rozstaw szeroko nogi”- byłem bezwolny jak szmaciana kukiełka. Bardzo podniecona kukiełka.
„Unieś wysoko ręce i chwyć za pręty” – jej głos wibrował jak język kobry, nie mogłem mu się oprzeć. Zamknąłem oczy i wyobrażałem sobie, co się dzieje za moimi plecami. Czułem jej kształtne piersi ocierające się o moje łopatki, w rozszerzonych nozdrzach snuł się jej zniewalający zapach. Nagle usłyszałem głośne „klik” i poczułem zimne szpony kajdanek, spinające moje dłonie i nogi. Byłem zupełnie unieruchomiony. Otworzyła drzwi i weszła do celi. Początkowo nie mogłem uwierzyć w to, co się działo. Oto ja, złodziej i bandyta. Oto ja, stoję w celi, przykuty kajdankami do stalowych prętów, a nieziemskiej urody policjantka zaczyna mnie rozbierać.
Oddychałem coraz szybciej i głębiej. Jej gładka, ciepła dłoń chwyciła mnie za szyję, a druga w tym czasie walczyła ze sprzączką od pasa. Po chwili spodnie upadły na ziemię z suchym odgłosem, a ona, chwyciwszy obiema dłońmi za poły koszuli, pociągnęła mocno w przeciwne strony. Guziki poleciały na wszystkie strony, niczym plastikowy deszcz. Czułem się zupełnie bezwolny i podniecony jak nigdy. Zsunęła mi bokserki. Zamknąłem oczy, nie mogąc znieść tortury oczekiwania, co będzie dalej.
Najpierw poczułem ciepło oddechu. A potem niesamowitą wilgoć i żar. Gorący prąd podniecenia i ekstazy uderzył z niezwykłą mocą, obudził każdą komórkę ciała. To była rozkosz niemal nie do zniesienia. Jęknąłem i podrzuciłem całym ciałem. A ona nie ustawała, czułem ostry, chciwy język badający każdą wypukłość, jej dłonie krążyły po moich udach, brzuchu i pośladkach jak nienasycone zwierzęta, drapiąc i ugniatając. Oderwała się ode mnie i zaczęła zrzucać ubranie. Powoli, bardzo powoli. Doskonale wiedziała, co się ze mną dzieje. Rozpięła do połowy czarną kurteczkę, przygryzła dolną wargę i zrzuciła na ziemię czapkę.
„A teraz zamienimy się miejscami…” wyszeptała, a ja eksplodowałem.

magia kształtów
Ciąg dalszy w przyszły poniedziałek…




