
romantyzm jest zawsze w modzie
Moja koleżanka (3 lata w małżeństwie) powiedziała ostatnio, że podobno największą szansę na rozpad małżeństwo ma po 7 latach. Osobiście nie sprawdzałam i póki co dużo mi brakuje (zasadniczo – małżeństwa w ogóle), ale zaczęłam się zastanawiać, jak to jest w związkach nieformalnych.
Każdy związek zaczyna się podobnie – ona i on, poznają się przypadkiem lub z zupełną premedytacją, nieważne gdzie, nieważne jak. Przypadają sobie do gustu, więc umawiają się na spotkanie, żeby „zbadać teren”. Ona na pewno zwróci uwagę na to, czy on przyniesie kwiaty i zapłaci w restauracji, on – czy ona ma poczucie humoru i (na pewno!) jak jest ubrana. Jeśli pierwsze oczekiwania zostały spełnione, nastąpi szereg kolejnych randek i spotkań, po których – przy sprzyjających okolicznościach, zawiąże się poważniejsza więź i związek. Zostańmy właśnie przy opcji szczęśliwej – on i ona dopasowali się idealnie, mogą więc zacząć myśleć o wspólnej przyszłości.
W książce profesora Bogdana Wojciszke „Psychologia miłości”, autor na wstępie wyznacza interesującą klasyfikację uczuć. Według niego rozwój związku miłosnego przechodzi 5 etapów:
- zakochanie
- romantyczne początki
- związek kompletny
- związek przyjacielski
- związek pusty i jego rozpad
Taki podział jest mało optymistyczny, patrząc na ostatnią fazę, jednak z drugiej strony motywuje do tego, aby nigdy do niej nie dopuścić swoim działaniem. Jednak ogólnie można przyjąć go jako rzeczywisty schemat. Mówią, że faza zakochania, czyli ta, kiedy nie widzi się żadnych wad partnera i nosi się „różowe okulary” trwa kilka miesięcy. Potem przychodzi pewna doza przyzwyczajenia, a zaraz za nią – rzeczywistość, czyli codzienne życie, dzielenie się radościami i problemami, pierwsze spory i próby, które decydują o tym, czy ludzie są rzeczywiście dla siebie stworzeni.

każdy związek trzeba pielęgnować
Niedawno z moim ukochanym obchodziliśmy pierwszą rocznicę wspólnego szczęśliwego bytowania. Wychodziłoby zatem z prostych obliczeń, że znajdujemy się gdzieś w okolicy fazy drugiej, ewentualnie łamanej na fazę trzecią. Zamieszkaliśmy razem, myślimy „my”, a nie „ja i ty”, wszystko, co robimy w pewien sposób uzależniamy od siebie. Wyciągnęliśmy wnioski z naszych poprzednich związków i staramy się nie powielać własnych błędów. Jesteśmy zgodną parą, która toleruje swoje dziwactwa i humory, staramy się rozumieć potrzeby partnera. Mieliśmy kilka ciężkich sytuacji, z których wyszliśmy obronną ręką, mamy więc dobre podwaliny do budowania czegoś „na poważnie”. I tu nie ma żadnych wątpliwości. Ale..
Wojciszke w swojej książki rozróżnia także trzy składniki miłości, czyli:
- intymność
- namiętność
- zaangażowanie
Intymność wypracowuje się od początku związku (w końcu w tym pojęciu mieści się zaufanie, poznawanie się nawzajem oraz wpuszczanie partnera „na swój prywatny teren”), bez niej nie można wskoczyć na kolejny poziom pożycia. Intymność zawiązuje się od początku związku, jednak jej rozkwit przypada na fazy środkowe – kiedy ludzie już się dobrze znają i mają do siebie pełen szacunek i zaufanie. Z kolei zaangażowanie ma na celu stworzenie stabilnej relacji, opartej na pomocy i zrozumieniu. Przekształcenie relacji w stały związek powinno zatem trwać przez jego cały czas, a gdy osiągnie szczytową formę, powinniśmy zadbać o jej utrzymanie. Prosta sprawa.
I jak zwykle, wszystko komplikuje się trochę przy namiętności. Pragnienia erotyczne, fantazje, emocje – czynniki od nas tak naprawdę niezależne, które znikają tak szybko, jak się pojawiają, są bardzo trudne do skontrolowania siłą umysłu. Przyspieszone bicie serca, gdy łapiesz ukochaną osobę za rękę, może oczywiście pojawiać się codziennie przez 50 lat, jednak niestety… nie zawsze tak jest.
Wiele par napotyka problem z namiętnością. Po pierwszych wybuchach, eksperymentach, poznaniu własnych ciał i pragnień, pojawia się często masa problemów, z którymi kochankowie nie potrafią sobie poradzić. Nie chodzi mi tu o bardzo poważne zaburzenia natury psychologicznej czy psychicznej, bo to inna bajka, ale raczej o „zwykłe” tracenie zainteresowania partnerem i seksem, szukanie nowych obiektów erotycznych, znudzenie monotonią w sypialni, czy też zmiana przyzwyczajeń związana z pojawieniem się dziecka. Często problemy w tej sferze są wynikiem zaniedbań związanych z intymnością i zaangażowaniem. Jeśli on dostaje pracę daleko od domu i nie może na co dzień oglądać swojej ukochanej oraz spełniać swoich erotycznych marzeń, może po jakimś czasie poszukać „substytutu” w filmach, gazetach, lub – ludziach. Namiętność niestety ma największy z trzech wymienionych elementów, wpływ na zdrady i rozpady związków.
Przeczytałam gdzieś, że po roku stałego związku, ilość zbliżeń seksualnych spada średnio o połowę. Początkową fascynację ciałem partnera przykrywają codzienne obowiązki – praca, zmęczenie, brak czasu. Coraz trudniej nam wygospodarować chwilę na romantyczne przytulanie, czy wieczór tylko we dwoje. Szkodzimy tym oczywiście sobie samym.

warto zadbać o odrobinę fantazji w sypialni...
Wracając do mojej osobistej rocznicy. Po roku nie widzę specjalnych zmian w zainteresowaniu ani swoją osobą, ani osobą mojego partnera, jednak możliwe, że znajdujemy się w szczęśliwym odsetku, u którego faza zakochania trwa dłużej. Może mieć na to także fakt, że przyjęliśmy bardzo zdrowe podejście do spraw naszej intymności i namiętności. Pewne zasady, wypracowane w miarę upływającego czasu, procentują teraz i pozwalają wierzyć, że czeka nas długa szczęśliwa przyszłość.
Jest w tym oczywiście wycinek poświęcony sypialni tylko i wyłącznie. Dbałość o swoje wzajemne potrzeby, niewyrządzanie szkód fizycznych i psychicznych, komunikacja – to podstawa, bez której nie można pójść dalej. Jeśli jednak te warunki zostały spełnione, co można jeszcze zrobić? Ano dużo:)
Jak zadbać o swój związek – pomysły z własnego podwórka
Pamiętaj o drugiej osobie.
Nie mam tu na myśli uwzględniania partnera podczas gotowania obiadu, ale o rzeczy zupełnie niezwiązane z codziennością. Ja osobiście uwielbiam zostawiać (i otrzymywać) liściki. Stosuję to nie tylko względem mojego chłopaka, jednak w związku liściki najlepiej się sprawdzają. „Kocham Cię. Udanego dnia” naskrobane na kartce i zostawione na lustrze w łazience, jeśli wychodzisz wcześniej do pracy, na pewno spowoduje uśmiech na twarzy ukochanej osoby. A przecież o to chodzi:) Tak samo rzecz ma się z kupowaniem prezentów i kwiatów bez okazji. Małe upominki takie jak breloczek, czy ulubione ciasto, sprawiają, że partner wie, że nawet kiedy go nie widzisz, to o nim myślisz. Czy tobie nie zrobiłoby się miło?
Spełniajcie swoje marzenia
Jeśli od zawsze chcieliście pojechać do Nepalu, teraz jest świetna okazja, żeby zacząć odkładać na to chociaż złotówkę dziennie, a dla przyjemności oglądać zdjęcia zamieszczone w Internecie. Wspólne cele zawsze zbliżają ludzi, warto więc je pielęgnować. Oczywiście, są jeszcze marzenia typowo sypialniane. Każdy z nas ma jakieś fantazje, tylko niektórym łatwiej o tym mówić. Zastanów się. Czy jest coś, co mógłbyś/mogłabyś zrobić ze swoim partnerem/partnerką, a co sprawiłoby ci niesamowitą frajdę? Może seks na plaży albo wycieczka do sex shopu po jakieś gadżety? Być może wystarczy zawiązać sobie oczy albo wykorzystać jakiś fetysz (mój chłopak uwielbia moje stopy, więc jak najczęściej chodzę po domu boso, żeby mu zrobić przyjemność). Pogadajcie o swoich fantazjach, w końcu mogą sprawić przyjemność wam obojgu!

każdy ma jakiś fetysz
Romantyzm to nie jest wyświechtane słowo
Kolacje przy świecach i winie dla niektórych kojarzą się z tandetą, jednak naprawdę działają! Chodzi o to, że każdy czas spędzony tylko we dwoje jest cenny. I nie mówię tu o czasie, kiedy oboje siedzicie w jednym pokoju – każde przy swoim komputerze, tylko o czasie, który jest tylko wasz. W moim związku przyjęło się, że kiedy wrócimy z pracy i zrobimy wszystko, co mamy do zrobienia, kładziemy się do łóżka i przytulamy, opowiadamy sobie, co się działo tego dnia, często przechodzimy do różnych historii itp. Jest to moja ulubiona aktywność. Nie chodzi o to, że to świetny wstęp do dalszej części wieczoru, tylko o to szczególne poczucie spełnienia, kiedy nic nie zaprząta ci głowy, a ukochana osoba jest tak blisko. Stwórzcie swój własny rytuał, może to być codzienny popołudniowy spacer albo budzenie się 10 minut wcześniej, żeby przywitać się ze sobą. Takie rzeczy naprawdę się docenia.
Pielęgnacja dat się przydaje
Każda okazja jest dobra do świętowania, dlatego – nie zapominajmy o żadnej! Jeśli jedno z was ma problem z zapamiętywaniem ważnych dat (urodziny jej, urodziny jego, rocznica pierwszej randki, rocznica pierwszego pocałunku – co kto chce), stwórzcie wspólnie kalendarz i powieście go nad łóżkiem. Nikt o niczym nie zapomni i każdy będzie mógł się odpowiednio przygotować – kupić prezent, czy zaplanować wieczór w ulubionej restauracji. I nikt do nikogo nie będzie miał żalu, że o czymś znowu zapomniał
Czasem warto porozmawiać
Pamiętajmy, że związek to dwie osoby, a przez to dwa różne spojrzenia na życie. Nie zawsze jest dobrze, nie zawsze mamy to samo zdanie, ale i tak się kochamy. Rozmowa to podstawa szczęśliwej egzystencji we dwoje. Może to frazes, ale się sprawdza. A mówienie czułych słówek – zawsze poprawia nastrój i nadawcy i adresatowi. Warto zresztą stworzyć własny „słownik”. W moim związku nie używa się określeń, które mogłyby kogoś urazić. Jesteśmy dla siebie ważni, więc mówimy do siebie tak, aby to było wiadome. Dbamy o język, dzięki czemu wiemy, że jesteśmy dla siebie szczególni. I to się sprawdza!
A wy jakie macie pomysły na poprawę waszych związków?
Tagi: erotyka, miłość, para, psychologia miłości, romantyzm, seks, wojciszke, związki
fajny tekst Justynko.tak smiesznie mi sie go czyta keidy wlasnie rozpieprzyl mi sie , w brzydki sposob, 2letni zwazek.ale, ale..rady na przyszlosc zapisuje:)))
o. no właśnie. pół życia się zastanawiam nad odpowiednikiem kwiatów dla mężczyzny i nie wpadłam na jedzenie… a liściki to faktycznie rewelacyjny pomysł. nawet jak moje współlokatorki zostawiają mi informację, żebym schowała masło do lodówki, to i tak się uśmiechnę, więc miło;)
Dla mnie to wszystkie te rady to stereotypy i każdy związek jest zupełnie inny… lepiej czasami pomilczeć razem niż “czasem warto porozmawiać”.
Poza tym jak już się ktoś zastanawia czy za 7 lat sie rozstanie… ehh … pozostawiam bez komentarza
Anettka, chyba się nie do końca zrozumiałyśmy – nie twierdzę, że rozwiązania, które podaję pomogą wszystkim związkom na świecie. nie. ale na pewno niektórym mogą. tym, w których zapomina się o małych rzeczach. w tych samych, w których jak sie milczy, to nie jest to odbierane jako naturalne, ale jako krępujące. przecież wspólnego milczenia też trzeba się nauczyć.
a kwestia 7 lat to oczywiście tylko krążący po świecie zabobon, taki sam jak czarny kot.
pozdrawiam:)
Przeżyłem blisko 10-letni związek a po nim kolejny, blisko 2-letni. Te 10 lat znalazło się na zakręcie właśnie w ok. 7 roku i niestety kolejne lata były tylko konsekwencją owego zakrętu. Co do drobnych porad – jak zawsze nie dla każdego ale jak dla mnie są świetne. Uzmysłowiłem sobie że takie drobnostki rzeczywiście świadczą o tym że ktoś jest dla nas ważny nie tylko gdy przy nim/jej jesteśmy. Po ostatnim 2 letnim związku próbuję odzyskać moją prawdziwą miłość z I-szego związku i wykorzystam WSZYSTKO żeby Nam się udało. Dużo problemów sprawiała nam sypialnia lecz mam wielką nadzieję że oboje dorośliśmy do wyrażania siebie i własnych oczekiwań. Trzymajcie kciuki!
Darek, to ja trzymam z całych sił! koniecznie dawaj znać, jak idzie
kochani ja jestem w swietnym zwiazku . yez nie jest rozowo ale jest nam razem naprawde dobrze.kazdemu zucze takiego szczescia jakie mnie wlasnie spotkalo ;]
Witam, chciałam napisać tylko parę słów, własnie niedawno mój związek skończył roczek. nie jest tak jak na samym początku ale myślę,że nie o to w tym chodzi. Mój chłopak stara się żeby było jak najlepiej, zostawia mi też własnie liściki z różnych okazji i bez okazji i zawsze mam usmiech gwarantowany:) super pomysł:) tylko ja jakoś w natłoku codzienności nie zawsze mam nastroj na zaskakiwanie go różnymi pomysłami,prezentami…wiem, muszę się postarać bo on na to zasługuje:) w zwiazku obie strony muszą się starać bo samo się nie zrobi:)muszę pokonać swego leniucha:P Pozdrawiam:)
No no.. a ja mam 7 rok związku.. i właśnie za mąż wyszłam, i nie spodziewam się zakrętów ale niech tam, już parę było i wyszliśmy na prostą. Grunt to nie rozmowy, nie milczenie tylko porozumienie – każdy związek inaczej do niego dochodzi ale bardzo ważne żeby przekaz był ścisły, czytelny, i natychmiastowy..zostawianie czegokolwiek na potem to nie najlepszy pomysł, a zostawianie na potem wszystkiego to usypywanie mogiły dla związku. A małe gesty są zawsze w cenie tylko niech nie będą rutyną! Nie pozwólcie by się nią stały bo jak jeden tydzień zapomnicie o tym ciastku/kwiatku/czułym słówku/liściku itp. to panika na statku żeście se kogoś znaleźli..;D
Pozdrawiam i życzę wytrwałości bo szczęście szczęściem ale związek to intensywna praca fizyczno-umysłowa 24h/dobę.
P.S> drogie Panie nauczmy się słuchać! Nauczmy się milczeć..bo często rozmawiamy tylko do siebie ;P