
Czerwona Królowa to tytuł książki Matta Ridleya. Jej tytuł został zapożyczony z teorii Czerwonej Królowej. Teorii mówiącej między innymi o tym, że monogamia jest czymś naturze obcym, ponieważ im więcej dziedzictwa genetycznego zostanie zgromadzone, tym silniejsze będzie potomstwo. Ta teoria dowodzi także, że motorem napędu cywilizacji jest … erotyka.
Pewien ewolucjonista, naukowiec z uczelni w Chicago, wykoncypował, że konkurencja wymusza stałe zmiany ewolucyjne o charakterze kierunkowym. Ludzie biologicznie czują potrzebę konkurencji, wszak celem istnienia, według ewolucjonistów, jest wyprodukowanie jak najsilniejszego potomstwa. Seks w tym ujęciu jest motorem rozwoju społeczeństw i cywilizacji. Kultura, sztuka, technologie – to nic więcej jak sublimacja tego, co jest podstawą życia, czyli konieczności ulepszania gatunku. Oczywiście – poprzez rozprzestrzenianie genów. Nic nowego.
Ciekawym natomiast elementem teorii Czerwonej Królowej jest pogląd, że ewolucja jest ciągłym wyścigiem zbrojeń. Tak jak pawie mają coraz barwniejsze i rozłożyste ogony – bo samce pawi w taki sposób budują swoją atrakcyjność towarzyską – tak w kontekście gatunku ludzkiego podobną funkcję pełni mózg i nasze kompetencje cywilizacyjne. Tak, tak – to, że powstają coraz wyższe budynki, coraz zmyślniejsze i szybsze samochody, literatura piękna, internet, blogi – zawdzięczamy niepohamowanemu popędowi ludzkiemu. Partnerki są coraz bardziej wymagające, dlatego i mężczyźni ewoluują w stronę ich oczekiwań. A że często do jednej partnerki zalotników cała chmara, każdy z nich musi przekonać ją do jedynego właściwego wyboru. Inne samce, widząc ten wybór, postępują podobnie jak zwycięzca, dzięki czemu przewaga konkurencyjna staje się normą i trzeba iść krok dalej … Ufff.
W “Wojnie plemników” R. Baker pisze natomiast o tym, że tak naprawdę nie warto skazywać się na jednego partnera. O tym krótko napiszę innym razem. Całość tej nauki nazywa się socjobiologią. Nauka ta racjonalizuje nasze zachowania. Okazuje się bowiem, że duża część naszych erotycznych zachowań jest podobna do tych w świecie zwierząt. Tyle, że ludzie, w poszukiwaniu coraz lepszych genetycznie partnerów, miast barwnego ogona (jak to w przypadku pawi ma miejsce), korzystają z mózgu. Czy zawsze właściwie – historia pokazuje, że nie.





Pewnie że monogamia jest wbrew naturze. Wynika chyba z tego że ludzie sami lubią się ograniczać;)